środa, 24 sierpnia 2016

Podróż w poszukiwaniu żołędzia


Uruchamia się we mnie podróż. Uruchomione od dziecka zastygnięcie.
Przyglądam się żonie, jak rano dzielnie zwleka się z naszego starego łoża, kąpie się, słyszę jak suszy włosy, czesze się, maluje, dwoma lub trzema łykami wypija kubek kawy z mlekiem, czyta stronę czy dwie z książki „Sekrety polihymnii” i raczy mnie historią powstania skrzypiec nie gdzie indziej niż w Polsce.

Na dłużej zatrzymuje się przy szafie i wpatruje się w konstelację ubrań.
Co dziś ubrać?
Co wtedy myśli, myślę. 
Jak dobiera strój? 
Do pogody, nastroju, nie wiem.

Dzisiejsza, żółta sukienka w tym szarym, jasnym dniu powoduje, że widzę ją podwójnie, zaskoczyła mnie, widzę jej cielesność i być może nastrój ujawniony przez ten prosty strój.
Widzę ją jakby na nowo.
Przydałby się ten delikatny uśmiech, nie uśmiech nawet ale to delikatne napięcie mięśni – twarz nie napięta zwisa nam i nie ma w tym nic niezwykłego czy nienaturalnego. Twarz bez wyrazu to stan naturalny większości z nas, to znajomości od lat pielęgnowane w porannym odbiciu lustra kiedy nie mamy sobie nic do powiedzenia. Obojętni na drugiego w lustrze, z którym spotykamy się od lat i myślimy, że tak dobrze go znamy.
Twarz napięta ale bez przesady, raczej o to sfumato Giocondy mi chodzi, jakąkolwiek relację ze sobą, najnikniejsze choćby uczucie, brak obojętności.

Wychodzi do pracy, rzuca cichsze niż zwykle cześć i zamykają się drzwi mego świata, z którego nie chce mi się wychodzić.
Słucham kawy, rozmawiam z jej smakiem i zastanawiam się co ma mi do powiedzenia. Gdyby to był pomarańczowy sok przemawiałby innym językiem, tak samo jak wódka o szóstej rano.
Każda rzecz, chce nam powiedzieć coś innego. Papieros, którego smaku już nie czuję tym nieczuciem coś mi mówi. Ta książka na stole a dokładnie trzy. Andre Frossard „36 dowodów na istnienie diabła”; Steinbeck „Podróże z Charleyem - w poszukiwaniu Ameryki”; Umberto Eco „O bibliotece” - porozrzucane po całym domu, dziś znalazły się w kuchni, na stole, obok kawy i paczki papierosów i gapią się na mnie, szepczą coś do mnie. Wsłuchać się, wysłyszeć to zdanie dobywające się z tej dzisiejszej trójcy.

A teraz co się może zdarzyć?
Kiedyś była pewność jaka by nie była, pewność niepewności chociażby. Nawet jej braknie.
Mój Dziadek znał ilość włosów w brodzie Wszechmogącego.
Ja nawet nie wiem, co stało się wczoraj, nie mówiąc o jutrze.
On wiedział, z czego składa się skała czy stół.
Ja nie rozumiem nawet tej formułki, która mówi, że nikt nie wie.
Nie mamy na czym się oprzeć – nie mamy jak myśleć o różnych rzeczach. Wszystko jest szybkie i przyspiesza.
Milion lat zajęło nam wpatrywanie się w ogień zsyłany z tajemniczego nieba na ziemię i kolejne sto tysięcy lat kiedy poparzyliśmy sobie dłonie od kawałka płonącego drwa, które przenieśliśmy do jaskini aby mogło nas ogrzewać.
A od tego czasu do wielkich cielsk odrzutowców przyszywających nadal to samo niebo, rozdzierające je z hukiem? Ile minęło?
Mamy nowe moce ale nie mieliśmy czasu rozwinąć sposobu myślenia. Człowiek musi mieć uczucia, potem słowa, nim zdoła zbliżyć się do myśli, do siebie. To zaś, kiedyś wymagało czasu, którego dziś nie mamy, okradając siebie samych.

I kiedy Ona wychodzi budzi się we mnie, raczej zaczyna jątrzyć się pragnienie podróży, nie ucieczki, podróży raczej, udania się do ludzi i miejsc, to poczucie zagubionej nadziei, nadziei prawie wyczerpanej, że ludzie mają mi coś do powiedzenia, że świat coś szepce do mnie ja bardzo bym chciał to usłyszeć, czymkolwiek to jest.
Planuje podróż zdając sobie sprawę, że to ona planuje mnie.

Otwieram książkę Eco o bibliotece, ledwie 40 stron dużym krojem pisma Times New Roman i znajduje na pierwszej stronie pamiątkowy wpis z okazji jakichś moich urodzin, imienin, tym samy kolorem długopisu: Dawid T, Stanisław, Asia Z, Agata, Agnieszka, Sylwia, Karol, Magda, Łukasz, Lila, Czarna, Paweł T, Zbigniew P i widzę każdą z tych twarzy kiedy kreślę każde z tych imion.

Pojawiają się na tym stole z kawą, paczką papierosów i trzema książkami w kuchni, są teraz ze mną, ich zamglony obraz, słyszę radosny od rana głos Sylwii, dojeżdżałem wtedy do pracy na drugi koniec miasta z obliczem nie zawsze chętnym do dialogu, Karola zakochanego w łowieniu ryb, siedzę z nim teraz (raz się to kiedyś zdarzyło) na jego starej łodzi, na która tak długo zbierał pieniądze i łowimy ryby w porannej ciszy jakiegoś jeziora.

W bibliotece mojej głowy, w zakurzonych niepamięcią korytarzach stoją wszystkie minuty mojego życia na półka czasu. Biblioteka bez indeksu, trudno się w niej połapać, dopiero pojedyncze słowo przysypane piaskiem lat potrafi zdmuchnąć tytuł każdej z nich. Z książki z powyrywanymi wichurą losu lub przeznaczenia stronicami, nadpalonymi i pożółkłymi, poplamionymi sosem tamtej epoki zachowały jednak wiele treści.

Może to diabeł mnie kusi, 36 dowodów na jego istnienie tego dowodem leżącym przede mną.
Tylko diabeł byłby w stanie spalić mój witraż złudzeń, ten balet kolorów i pyszniącego się nadmiaru pragnień. I ten cichy poranek skąpany w nienawistnym słońcu też może mi coś powiedzieć.

Nic mi nie pozostało jak nauczyć się tego języka, którego nauczyciel milczy do mnie od lat.

piątek, 24 czerwca 2016

Asshole


Asshole wg. Kurta Vonneguta


Ukończyłem liceum plastyczne i akademię sztuk pięknych.
Udało się.

Jedyny raz kiedy widziałem się z ojcem dłużej niż 30 minut... było to w Niemczech.
Pojechałem do pracy wyginać blachę ocynkowaną i wiercić dziury w metalowych płytach.
Za przywiezione pieniądze kupiłem komputer.
Zdobyłem nową etykietkę – grafik komputerowy choć mogę obejść się bez prądu.
Stary poczciwy ołówek.

Pracowałem na studiach jako asystent fotografa – tak to się chyba nazywało.
Graficznego rzemiosła uczyłem się między innymi w toruńskiej gazecie Nowości i w studio graficznym o jakiejś dziwnej nazwie.
Po studiach przeniosłem się do Bydgoszczy, do zagłębia wydawniczego.
Raju dla grafika, który był wszystkim ale nie rajem.
Studiem graficznym nazywa się tutaj każda firma, która produkuje wielkoformatowe szmaty służące do zaklejania miast.
Produkują dyplomy i wizytówki – również w pionie.

Przez rok czasu udawałem kucharza we własnej restauracji.
Nie udało się.
Napisałem powieść.
Nie udało się.

Jedyny raz kiedy widziałem jak ktoś czytał moje CV, leżało na dębowym stole przed komisją rekrutacyjną na Uniwerytecie UTP w Bydgoszczy.

- Z takim fenomenalnym (usłyszałem to słowo wyraźnie) CV nie mógł pan znaleźć pracy? (dwa lata wcześniej szukałem bezskutecznie pracy po katastrofie kulinarnej).
Pracę dostałem, po dwóch latach bez podania powodu - nie udało się.
Za wykład o swojej fotograficznej twórczości dla Bydgoskiej Szkoły Fotografii dostałem całe 100 złoty z groszami.
Dzień wystawienia rachunku zsynchronizował się z dniem rejestracji w urzędzie pracy.
Straciłem zasiłek.

Czekam w strachu ze stojącymi w przerażeniu na dupie włosami na pismo o ukaraniu mnie za ten niecny czyn (nie można podejmować żadnej pracy zarobkowej podczas pobierania zasiłku).

Miesiąc temu zostałem wyceniony na 1500 złotych netto.
Właściciel firmy produkującej „szmaty reklamowe” obok swojego auta za 300 tysięcy mówił to bez cienia ironii.
Chciałbym aby mnie było stać na taką obojętność godną Buddy.

W wieku 14 lat chciałem zostać „wielkim” malarzem.
Nie chodzi o to, że się źle odrzywiałem.
Jakimś dziwnym zrządzeniem losu opiekowało się mną pięć osób – dziadek, babcia i ich czworo dzieci: Elżbieta, Teresa, Dorota i Eugeniusz – a ja, czułem się samotny jak Łajka w kosmosie.

Gdy miałem 16 lat zacząłem pić piwo.
Przestałem czuć się samotny.
Tak mi się wydawało przez dziesiątki lat.
Cztery lata temu przestałem pić piwo.
Nie zamieniłbym swojego najgorszego dnia na trzeźwo na najlepszy dzień na bani.

Nie pamiętam dzieciństwa swojej córki.
To jedno wspomnienie służy mi za sole trzeźwiące.
Widziałem na filmach jak umarlakowi przykłada się je do nosa i natychmiast biedaczyna rwie się do życia.

Obecnie rwę się do życia choć nie mam fioletowego pojęcia co ono oznacza.

Być może życie to informacja, słowa.
Zacząłem wierzyć w materializację słów, dosłownie.

Pewien anglik odciął sobie rękę kiedy stwierdził, że nie nalezy do niego.
Bardzo nie lubił tej swojej-nie-jego-ręki. To było nieznośne – jak rzeczowo zauważył.
Być może jakiś głos szeptał mu, że jest mu do niczego nie potrzebna.
Czyj głos?
Usunął ją piłką do metalu ale zaczeło się od niewinnego słowa.

Nie istnieje naród, ludzie. Istnieje człowiek.
Polemizowałbym z tym ale mi się nie chce.
Jedyną ojczyzną człowieka, którą zamieszkuje, jest jego język.

Niewinne słowa.

Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili znany Józkiem Stalinem bał się poetki Anny Achmatowej jak ognia słusznie zakładając, że słowa mogą wzniecać pożogę.
Piszesz kilka słów w Moskwie a płonie Kaukaz.

Za każdym razem kiedy wraca mi chęć na słowa, nie żeby je pożerać ale wydalać, zastanawiam się czy mój układ wydalniczy to zniesie. Czy moja żona to zniesie, sąsiedzi i świat czymkolwiek on, ono jest.
Jeszcze jeden beztroski bezrobotny zakochany w słowach, z dobroduszną wiarą w ich materialność.

Czasami wydaje mi się że życie to bohaterstwo.
Pisanie powieści to bohaterstwo w kraju, w którym najpopularniejszą literaturą jest książka kucharska.
Ale wróćmy do słów.
Wystarczy jedne miły pan, który obieca ludziom złote góry i ludzie mu uwierzą mimo, że nie wierzą w to co on sam nie wierzy.
Dokładnie tak samo jest z robieniem zdjęć.
Po prostu wszyscy to robią.
Obecnie wszyscy jesteśmy fotografami.
Ja również. Jak wszyscy to wszyscy.

To prawda, chciałem zostać pisarzem bo nie chciało mi się chodzić do pracy.
W sferze zainteresowań lub marzeń, nadal pozostaje malarz.
Biorę również pod uwagę kapitana żeglugi poprzecznej i operatora suwnicy.
Tylko w tych zawodach mógłbym omijać zakręty i swobodnie przemieszczać się w przód i w tył.
Codziennie, wielokrotnie, być u celu.
Ale pisarz przez duże pe!
Kto mógłby się temu oprzeć?
Jestem słaby – ja nie potrafię.

p.s.
Rozmawiałem wczoraj z idiotą spod 39.
Zarzucił mi mizantropię.
Wiadomo – „piekło to inni”. Sartre – jak zwykle błędnie interpretowany, naskórkowy.
Nie dał mi dojść go głosu, o mało nie doszło do rękoczynów kiedy zorientowałem się, że rozmawiam z lustrem.

czwartek, 4 lutego 2016

Dzień 11 - CIORAN

© Dariusz Bareya

Aby ukarać innych za to, że są szczęśliwsi od nas,
zaszczepiamy im -
z braku czegoś lepszego -
nasze niepokoje.
Nasze cierpienia bowiem nie są,
niestety, zaraźliwe.
Cioran

A niektórzy Ciorana nazywają nihilistą o czarnej duszy.


piątek, 29 stycznia 2016

Dzień 3-4-5 - Jaskinia Platona

© Dariusz Bareya

Pewnego razu przyszedł do Otisa pewien doświadczony uczeń i powiedział:
„Poznałem wielu wspaniałych nauczycieli. 
Pozbyłem się licznych przyjemności. 
Prowadzę głodówki. 
Żyję w celibacie. 
Praktykuję świadome śnienie. 
Daję z siebie wszystko, by tylko dostąpić oświecenia. 
Jednak nie otrzymuję w zamian nic poza cierpieniem. 
Co powinienem zrobić?
"Otis mu odpowiedział: „Przestań cierpieć".

Gdybym przejmował się jak to kiedyś robiłem, każdą gównianą wiadomością, 
każdą zimną kroplą deszczu, 
która wpadała mi za kołnierz, 
każdym kamykiem na ziemi, 
o który się potykałem, 
każdym nieszczęściem świata, 
które szerokim strumieniem lało się na mnie jakbym stał pod wodospadem krwi, 
każdym cierpkim - mniej lub bardziej - słowem pod moim adresem, 
zawsze za długimi kolejkami przy kasach, 
banalnością zła, 
bezinteresowną nienawiścią, 
altruistyczną szarością polskich ulic, jezior, gór, lasów, 
bylejakością architektury, sceny politycznej, programów wyborczych, 
życia jak wyciętego z kolejnej części "Misia",
idiotycznych nagłówków wiadomości,
nadmiarowością potrzeb produkowanych przez rozhisteryzowane szczury,
infantylnością reklam, która aż boli, rani nawet
mitem platońskiej jaskini,
wspomnieniem bycia wnukiem nie synem,
braku ojca i matki,
pustki, która jest formą i formy, która jest pustką,
bezsilnością wobec nieskończoności i wstęgi moebiusa,
bla, bla bla...

Jeśli życie jest zagadką, jej rozwiązanie znajduje się w naszym umyśle.
Czasami nie jest łatwo je znaleźć.
Może ubierać się w symbole lub ukrywać pod postacią mitów. 
Odkrywamy je między innymi w micie Atlasa, 
pokazującym, że każdy z nas dźwiga świat na własnych barkach.
Albowiem to nasza głowa jest twórcą postrzeganego przez nas świata.
Wiedza o tym stanowi pierwszy krok na drodze do uświadomienia sobie,
że świat nie jest wcale ciężarem, tylko częścią nas samych.

wtorek, 26 stycznia 2016

Dzień drugi - Prawo przyciągania

© Dariusz Bareya
Prawo przyciągania
Przyciągasz to o czym myślisz.
Myśli kształtują rzeczywistość.
Materializują ją.
Jeśli odkryjesz swój potencjał do bycia szczęśliwym nie będziesz nikogo prosił o to aby zmienił się byś ty poczuł się lepiej.
Czuję się dzisiaj jakbym odkrył kamień filozoficzny życia.
I to jest kamień filozoficzny życia.
Michał Anioł wyrzeźbił Davida choć nikt nie dawał mu najmniejszej szansy.
Podobno w tym uszkodzonym kawale marmuru zobaczył to co zobaczył.
Widzę, tą rzeźbę/życie w całej okazałości i wybaczcie, nie interesuje mnie jak wy ją będziecie postrzegać.
Mi, ona się podoba,
Wam, nie musi.
Ważne - aby zacząć rzeźbić od zaraz, od tej właśnie chwili.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Dzień pierwszy - Tu i teraz

© Dariusz Bareya

Nastąpiło "to" szybko i bez wyjaśnień.
Podpisałem prawie pustą kartkę papieru z jednym zdaniem....za porozumieniem stron.
Nie próbuje zrozumieć tego co się dzieje.
Zmniejszam racje żywieniowe, tysiąc książek da się sprzedać za jakąś przyzwoitą kwotę.
Moje "zdolności" na wiele się komu zdają, nie karmią mnie.
Życie tu i teraz wiąże się z przyjęciem odpowiedzialności za to, co się dzieje obecnie.
Nie oznacza to ignorowania przyszłości, ale zrozumienia, że przyszłość jest niewiadomą. 
Zamiast zrzucania odpowiedzialności za swoje życie, w pełni akceptuje to, kim
jestem, gdzie żyje i co robię. 
Witajcie w tu i teraz. 
Całe wasze dotychczasowe doświadczenie doprowadziło was tutaj, nigdzie indziej.
Jeśli tego żałujecie, lepiej nie oglądajcie się za siebie.


czwartek, 21 stycznia 2016

WKURWZEN lub Dzień Babci


Dzień Babci
Dla wszystkich w berecikach z antenkami (szczególnie moherowymi) z życzeniami zmiany stacji nadawczej

Nie "planuje" więc łatwiej mi znosić to co mnie spotyka.
Gdybym zaplanował wycieczkę do Paryża, zarezerwował hotel, kupił przewodniki i mapy, wyobrażałbym sobie co mnie tam spotka i jak będę się tam czuł, co będę jadł i pił, co będę oglądał i gdzie chodził, zwiedzał, wtedy miałbym poważny problem w wypadku kiedy misternie uknuty plan by się nie powiódł.
Miałbym powody do obwiniania siebie lub innych za to jak sprawy się mają.
Dostałem wypowiedzenie.
Można powiedzieć - przed chwilą.
Nie żebym był niczym fantastyczna oaza spokoju, pierdolonym kurwa, zajebiście wyluzowanym kwiatem lotosu na zajebistej tafli jeziora.
Prawdę mówiąc jestem wyluzowany jak wagon pełen pierdolonych, medytujących tybetańskich mnichów.
Wkurwiłem się ale jakoś tak ZEN.
Gniecie mnie w dołku ale nie we łbie.
Oddech mam miarowy, myśli spokojne, nawet nie pojawiła się myśl o napiciu się.
W bydgoskiej wyborczej szukają fotografów.
Zadzwoniłem do dobrego znajomego, który sam jest fotoreporterem wyborczej i jest odpowiedzialny za nabór.
Potrzebowałbym auta, którego nie mam, 24 godzinnej mobilności, w razie jakby zapalił się śmietnik na dworcu mógłbym być wezwany do tego zdarzenia nawet i o pierwszej w nocy.
Wielka "wyborcza" nie zapewnia etatu, umowa o dzieło wchodzi w grę i zarobki między 1200-1500 zł.
I jakoś ten skandal nie wytrącił mnie z równowagi.
Z wielką ciekawością mam zamiar przyglądać się temu co mnie spotka.
Może uda się mi się przy okazji strzelić jakieś dobre zdjęcie.
Tak na pamiątkę, że istniałem.
p.s. będę miał teraz sporo czasu aby słuchać jazz'u

niedziela, 27 października 2013

Taka gra - ping-pong bez piłeczki


Sam na własne życzenie „wpakowałem się w kolejne szambo – tryby „Google+”.
Szambo człowiekowi jest potrzebne i nie wywożę go sam, więc nie ma obaw, że ubrudzę sobie rączek. Jak zajdzie potrzeba będę je nakładał na taczki choćby łyżeczką i pozbywał się po kawałeczku.
Czuję potrzebę wydalania jak każdy. 
Ale nie mam zatwardzenia. Ani sraczki.

środa, 16 października 2013

Antydepresja na rowerze przejeżdżająca po Hitlerze


Wracałem z zakupów w jeden z tych szarych, jesiennych dni. Tych brudnych, wyssanych ze słońca dni, o których tak chętnie się mówi, że prowadzą do depresji.
- Tydzień temu miałam taką depresję. A w tamtym miesiącu, o boże!
Często słyszę takie monologi.
No tak, równie dobrze można powiedzieć, że miało się tydzień temu raka, ale szczęśliwie, siłą woli został odwołany. Albo, że się 40 lat chlało a przez dwa dni się nie chleje i nie jest się już alkoholikiem.
Głupota ma wiele imion. 

środa, 9 października 2013

Rakieta, w którą zaplątała się stara skarpeta


Czteropiętrowy dom z czerwonej cegły, który dawno zapomniał czasy swojego pierwszej świetności, stoi dumnie w promieniach zachodzącego słońca jakby próbował konkurować z paletą barw boskiego nieba tylko za pomocą umieszczonej na parterze nowej pergoli.
Na drugim piętrze, kłóci się para starych małżonków.
Krzyki dochodzą na ulicę przez otwarte okno.
Na parterze, właściciel restauracji, zakłada pierwszą w mieście pergole, aby nadać budynkowi posmaku nowości, splendoru. Zerka w górę chcąc wysłyszeć, który z sąsiadów, znowu robi burdę.
Na skraju dachu czteropiętrowego budynku z czerwonej cegły stoi młody człowiek, czubki butów wystają poza jego krawędź.

sobota, 28 września 2013

Kiosk z kortyzolem


– Dziwne. Tyleż osób przejęło się wydarzeniami w Turcji, a dziś na protest pod ambasadę przyszła zaledwie garstka. Osobliwe to doświadczenie przyznam – napisał znajomy.
– Osobliwe byłoby gdyby przyszli. Teraz, niestety, walczy się siedząc wygodnie przed monitorem wciskając przycisk – LUBIĘ-to.
A jest taka mnogość rzeczy, z którymi się walczy, że nie ma czasu nawet wyjść z domu – odpowiedziałem.

czwartek, 19 września 2013

Odbyt na baterie


Ktoś powiedział, że śledzę absurdy i tropię głupotę.
Nic nie śledzę, absurd to ja, głupotę, w sobie, wytropiłem dawno temu i ganiam za nią codziennie próbując kopnąć ją w zadek.
Ale przy bliższym poznaniu nieco zyskuje.

poniedziałek, 16 września 2013

DyLEMaty LEMoniady – Stanisław Lem


Nigdy się nie zgodzę z zaszufladkowaniem jednego z największych pisarzy XX wieku do gatunku sci-fi mimo iż twierdzi tak znakomita większość.
Brak nagrody Nobla, która S.L. się słusznie należała jak psu kość, nie dziwi mnie.
Tak jak brak rzetelnej biografii po siedmiu latach od śmierci autora "Solaris".
Ale mniejsza o szufladki. Żadna, nigdy, nie uwięzi Lema, wolnego od stereotypowych i gatunkowych kluczy.

środa, 11 września 2013

Jedno ważne słowo


Ktoś opowiedział mi wszystkie dni mojego życia
do ucha
powoli
bez pośpiechu
powiedział mi
żyj
żyj
żyj
To była śmierć

Jaime Sabines - meksykański pisarz i poeta

środa, 21 sierpnia 2013

The End


142 posty. 878 komentarzy. 6,1 komentarzy na post.
Dobry wynik.
Zważywszy, że na prawie każdy komentarz staram się odpowiedzieć, daje
to sumę 3 komentarzy na post.
Robi się gorzej.
Łączna suma wyświetleń - około 49 000.
Bez zbytniego pierdolenia, powiem wprost.
Cieszę się z tych wyników.
Cieszę się choć daleko mi do radości.
Pisanie pozostawiam lepszym od siebie.
Dziękuje wszystkim czytelnikom i znikam.
The End

wtorek, 20 sierpnia 2013

Szczęście, na wyciągnięcie odciętej ręki


Jeszcze nie dawno, byłem przekonany, że to moje przekleństwo. To było przekleństwo.
Jak kupię sobie dobry aparat, to będę robił wspaniałe zdjęcia, dobry seks i miłość, da mi kobieta z okładki playboya, a nowym mercedesem zapewnię sobie odczuwanie letniego wiatru – kiedy opuszczę automatyczny dach – jako prostej przyjemności życia.
Czasami miałem wrażenie, że narobię w gacie, zasuwając za szczęściem.
Owe patologiczne (i wybitnie rozrzutne) zainteresowanie, zainfekowane natręctwo, umysłowa namolność, to powszechny stan.
Jak być szczęśliwym, chyba każdy zadaje sobie to pytanie i robi długą listę zakupów.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Święta krowa znad Morskiego Oka


W Himalajach, Szerpowie czy Gurungowie, potrafią przenosić ciężary, dla przeciętnego człowieka niewyobrażalne. Robią to, całe życie i nie wyglądają na specjalnie zmartwionych.
Spójrzcie na zdjęcia Nepalskich dzieci a zrozumiecie o co mi chodzi.
W Indonezji, zasuwają riksze, ciągnięte przez człowieka, który w niczym nie przypomina członka klubu kulturystów. To biedne kraje – powiecie. Być może.
Może nasi ubodzy górale, powinni skierować swe twarde łby, właśnie w tamtym kierunku i, brać przykład?

środa, 7 sierpnia 2013

Cyrkowa impresja


Często zdawało mi się słyszeć, że człowiek który nie ma zwierząt, lub nie ma ochoty ich posiadać, to człowiek, który nie lubi zwierząt.
To na pewno, zły człowiek.

piątek, 2 sierpnia 2013

Gdybologia - pomnik małego głupka


Ktoś powiedział, że jesteśmy narodem świętującym częściej klęski niż zwycięstwa.
Było to we wrześniu. Zapewne chodziło o powstanie.
Łatwo oceniać historię z perspektywy dziennikarza unoszącego się nad szachownicą czasu przeszłego.
Czasami wydaje mi się, że to dziennikarstwo wzniosło się zbyt wysoko.
I jak Ikar spada na mordę, oślepione słońcem, w które nie można wejrzeć.

piątek, 19 lipca 2013

Wódka vs Fajki - kurestwo z jednej bajki


Papierosy są do dupy – głosiło hasło z 1994 roku, na  plakatach, autorstwa Andrzeja Pągowskiego
Całość, slogan-grafika – daje jasne przesłanie.
Wkładasz do ust gówno, i je „konsumujesz”.
Prawda.
Niestety nie cała.
Nawet nie jej ułamek.

środa, 17 lipca 2013

Ubój karykaturalny


Przyznam, że o uboju rytualnym nie miałem pojęcia jeszcze tydzień temu.
Nie wiem, czy świadomie unikałem tematu, czy temat unikał mnie.
Zawsze dziwiła mnie – w różnych religiach – ta specyficzna ideologiczno-moralna wybiórczość.
Jedni nie jedzą wieprzowiny, drudzy nie piją alkoholu – bo tak chce ich Bóg i ma w tym określony cel.
Zdaje się, że nikt z przekonanych o jego celowości, nie docieka – jaki to miałby być cel, poza przyciągnięciem widowni do cyrku z bardzo drogimi biletami.
Najciekawsze jest to, że w tym cyrku, nigdy nie spotkano Boga.
Cyrk wypełniają szczelnie, rzędy pustych łbów.

piątek, 12 lipca 2013

poniedziałek, 8 lipca 2013

Koszmar


Miałem kiedyś sen, w którym zjadłem własną córkę.
Nie całą, zjadłem dłoń i wątróbkę.
Widocznie nie miałem w tym śnie apetytu.
Obudziłem się przerażony.
Czułem się jak żywy zakopany przez pomyłkę w grobie.
Poszedłem do kuchni aby napić się wody.
Otworzyłem lodówkę: na półkach leżały pozawijane w folię, ludzkie kawałki.
Uśmiechnięta głowa mojej córki, swoimi martwymi oczami, patrzyła prosto w moje.
Zamarłem.
Uświadomiłem sobie (o ile istnieje świadomość kiedy śnimy), że nadal  uwięziony jestem w swoim koszmarze.

piątek, 28 czerwca 2013

Trudno, co zrobić...





Kolega sam zaproponował, że da mi parę stówek.

Wcisnął mi je na siłę, bo to uparty bardzo Kolega:
Byłem tak zdezorientowany, że poprosiłem aby kasę przelał mi na konto, jakbym bał się dotknąć radości już w tamtym momencie.
- Oddasz kiedyś, nie ważne, idź i kup w końcu okulary, bo te ze Stokrotki, to sobie w dupę możesz wsadzić.

- Czytasz tyle, że niedługo oślepniesz, a ja nie mam z kim w szachy grać.

No tak - bo ja zawsze przegrywam.

- I się w końcu ogol - dodał.

To konkretny i elokwentny Kolega.

Na prawdę nie wiem, co on ma, czasami na myśli.

Umie przekonywać.

Zawsze myślałem, że niby to tylko innym zdarzają się takie historie.

Życie bywa zabawne.

Trudno - co zrobić.

Próbowałem grać twardziela.
Dopiero jak wyszedłem zakręciła mi się w oku łezka.

Może dwie.
Nie liczyłem.

wtorek, 25 czerwca 2013

Sposób na nudę - Cioran


Niesłychaną ilość godzin zmarnowałem,
zastanawiając się nad „sensem" wszystkiego tego,
co jest, co się dzieje... Lecz przecież wszystko to nie ma żadnego sensu
i ludzie poważni świetnie o tym wiedzą.
Dlatego też zużywają swój czas i energię na bardziej pożyteczne zajęcia.

Najskuteczniejszy sposób, by pozbyć się uczucia przygnębienia,
uzasadnionego lub też nie,
to wziąć słownik, najlepiej języka, 
który znamy słabo, i szukać w nim wyłącznie słów, 
które nigdy do niczego się nam nie przydadzą.

Skreślałem z mojego słownika słowo po słowie.
Po skończonej masakrze zostało jedno: Samotność.
Obudziłem się szczęśliwy.

Moje słowo ze słownika: ALALIA

piątek, 7 czerwca 2013

Neo-poganie


A było to tak…
Grupka osób zaczyna wierzyć w iluzjonistę z Nazaretu.
1500 lat później, inna grupka ludzi z ponadtysiącletnim bagażem iluzjonistyki, wchodzi na pokład żaglowców zaopatrzonych w działa wojenne i płynie przed siebie na zachód.
Płyną do Indii, lądują w Ameryce, pogańskie pomioty, nazywając później – Indianami.
Płyną na ówczesnych, nowoczesnych łodziach, odziani w nowoczesne stroje, z nowoczesną bronią, zaprojektowaną przez rozumnego człowieka, jakby nie patrzeć na bezrozumne wykorzystanie ich nowoczesnych wynalazków.

środa, 5 czerwca 2013

W supermarkecie historii


Pierwszy raz zrobiłem to dla mojej Matki.
Spędzałem lato w domu, było o czym rozmawiać.
– A ten minister, to chyba już do reszty zwariował – oznajmiła mi matka, kreśląc niezadowolenie z kolejnej dyrektywy, ustawy czy innej politycznej wpadki.
– Konserwatysta jeden, a niby taki liberał z niego.
Konserwatysta – to mógł być dla mnie producent konserw, a liberał? – facet w liberii?
Jeśli już coś mogłem powiedzieć o polityce, to tyle, że znałem ze słyszenia prezydenta własnego kraju...

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Czysta Anarchia w Dzień Dziecka


EMPiK: nie tak dawno temu nazywany KMPiK – Klub Międzynarodowej Prasy i Książki.
Ale mniejsza o to, jak i kto, nazywa księgarnię.
Wybrałem się w Dzień Dziecka do empiku, celem nabycia celulozowej masy włóknistej pokrytą farbą drukarską.
W końcu to mój dzień.
Staram się bardzo, ale nie potrafię dorosnąć.
Wybrałem się do empiku z żoną, z żoną-kontrolerem.
Sam ją namówiłem na tę funkcję.
Moja chorobliwie niekontrolowana skłonność do kupowania i czytania książek, może się równać tylko z „wczorajszymi”, brawurowymi akcjami wypadowymi w kierunku miejsca, zwanego – „sklepem monopolowym”.

piątek, 31 maja 2013

HIT DAY - dla ludzi o pogodnym usposobieniu


W wydanej 30 stycznia, w osiemdziesiątą rocznicę dojścia do władzy Adolfa Hitlera, książce „Er ist wieder da” – „Powrócił” – niemiecki pisarz Timur Vermes próbuje sobie wyobrazić, jak mógłby wyglądać powrót dyktatora do Berlina latem 2011 r.
Książka stała się bestsellerem, ale spowodowała też polemikę i każe się zastanowić nad antysemicką przeszłością kraju.

wtorek, 28 maja 2013

Co je i wydala Polska


Ktoś mądry powiedział, że miarą Państwa/Narodu jest jego stosunek, do najuboższych i starszych.
Do jego obywateli – bym dodał.
Do wszystkich obywateli.
Do ludzi – po prostu.
Wszystkich ludzi.
Najlepszym sprawdzianem takiego stanu rzeczy jest postawienie się – li tylko w wyobraźni – w sytuacji takiego człowieka, człowieka upokorzonego, w sytuacji skrajnej się znajdującego.
Tylko do tego trzeba wyobraźni.
Wyobraźni, która sięga odrobinę dalej, niż krzywizna własnej dupy, ulepionej z dupolizusostwa i garstki miedziaków.
Potrzeba do tego wewnętrznego, własnego prawa, i odwagi, do przestawiania jego koślawych literek, bez uciekania się do zaglądania w święte księgi prawa bezmyślności.

piątek, 24 maja 2013

Zapiski mumii


Nie trzeba zmuszać się do tworzenia dzieła, 
trzeba jedynie powiedzieć coś, 
co można by wyszeptać do ucha pijakowi albo umierającemu.
- Cioran

30 stycznia 2005 pracownik zakładu mięsnego "ES" polujący na króliki na ośnieżonych północnych terenach podmokłych
trafił na rozpadający się plastikowy szałas myśląc, że znalazł idealne miejsce na obiad ostrożnie wsunął głowę do środka i odkrył, że
ktoś go wyprzedził.
Na pryczy pokrytej sianem leżała mumia, owinięta w koc, w ochronie przed zimnem, była lekko zakurzona i oszroniona.
Niewątpliwie nie doszło do rozkładu zwłok, i wyschły.
Być może utrata wagi poprzedzająca śmierć ułatwiła mumifikację.
Między nogami trupa znajdował się notes, jego właściciel, był tak uprzejmy, że dokładnie opisał przyczynę swojej śmierci.
Na podstawie notatek eksperci w dziedzinie medycyny sądowej ustalili, że przyczyną śmierci było samobójstwo przez zagłodzenie.
Musiało ono wymagać olbrzymiej determinacji i wytrwałości ale jego motywy pozostały niejasne.
Zmarły był mężczyzną około czterdziestki, miał 176 cm wzrostu i ważył 36 kilogramów, umarł mniej więcej sto dni wcześniej.
Nie udało się ustalić jak się nazywał ani czym się zajmował za życia.
Najwyraźniej nikt go nie szukał, więc świat o nim zapomniał.
Pewne sygnały wskazywały na to, że zdawał sobie z tego sprawę.
Oto pełny tekst jego przedśmiertnego dziennika.

poniedziałek, 20 maja 2013

Sentymentalna podróż do PRL-u


Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że PRL wraca do łask.
Nie tylko we wspomnieniach, do których również często wracam.
Para dziennikarzy, Izabela Meyza i Witold Szbłowski zamykają się w mieszkaniu z tamtych czasów o powierzchni 38 mkw., z całym możliwym anturażem (odzież, kosmetyki etc.) i stojącym pod blokiem maluchem.
Udają, że żyją w 1981 roku, żywiąc się tym, co było dostępne w owych czasach.
Jadą swoim automobilem do Bułgarii, bez komórek i gps’ów.
Żyją tak przez pół roku i piszą o tym życiu książkę „Nasz mały PRL” (pół roku w M-3 z trwałą, wąsami i maluchem), wesołym językiem pisaną, sentymentalną przestrogę, dla świata pędzącego na wirtualnych falach płynnej rzeczywistości.

poniedziałek, 13 maja 2013

Sztuczna inteligencja, od zaraz do wzięcia



Urocze, żeby nie powiedzieć słodkie – niczym dzieciątko, które kijek do rąk biorąc czuje się Janosikiem – są ciągle odnawialne nowinki technologiczne, i jak bajkowe odnawialne źródła nigdy niekończącej się energii, pompują w nas nowe nadzieje, wielkie obietnice zmiany naszego życia, ma się rozumieć, na lepsze.
http://www.rp.pl/artykul/1004931.html
Nie śledzę takowych informacji a jednak, docierają do mnie, znacząc, jedynie prawidłową linię zmasowanej propagandy, która równie słusznie opiera się na goebbelsowskiej prawdzie, tysiąckrotnej multiplikacji ową prawdę uwierzytelniającą.

niedziela, 5 maja 2013

Dystopia, teściowa i rybki - (Możliwości wyspy)


Oznajmiła mi Teściowa, przy okazji pożyczanej przez nią książki „Peggy Guggenheim, życie uzależnione od sztuki” – Anton Gill, że czyta ostatnio same biografie, bo nie ma nic ciekawego do czytania.
Same gówna w księgarniach sprzedają.
Oh, może reklamują same gówna (choć nie same) ale sądząc po ilości książek na księgarskich półkach, sytuacja nie jest tak dramatyczna – odpowiedziałem rzeczowo.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

środa, 24 kwietnia 2013

Kiedy gówno wpada w wentylator


W wieku 14 lat stałem się członkiem amatorskiego zespołu rockowego.
Nie mam pojęcia dlaczego.
Mój wujek, z którym przez pewien czas dzieliłem pokój i łóżko, puszczał na szpulowym magnetofonie  ZK-140 – Led Zeppelin, Trzy Korony i Niemena.
Wydawało mi się, że ma paranoje mogąc słuchać, obok siebie, tak odmiennej muzyki.
Zaraził mnie tą paranoją.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Dzień Ziemi – Chrońmy ją przed Ludźmi


Sekretarz Generalny ONZ napisał 21 marca 1971 taki oto bzdet:

„Oby nadchodzące Dni Ziemi były spokojne i pogodne dla naszego pięknego statku kosmicznego, jakim jest nasza planeta w miarę jak kręci się oraz krąży w mroźnej przestrzeni ze swoim ciepłym i wrażliwym ładunkiem ożywionej natury”.

Nie wiem czy autor tego zacnego tekstu był pod wpływem, czegoś lub kogoś ale takie wierszyki kojarzą mi się z hipisowskimi czasami, kiedy na haju wydawało mi się, że wszystkich kocham i wszyscy kochają mnie, że jest pięknie i wygodnie.

czwartek, 18 kwietnia 2013

Paczka, w której była sraczka


Kiedy chlać przestałem wyjąwszy z repertuaru bogatych – a jakże – środków wyrazu, wszystko, co się wiąże z alkoholem, moja wartość towarzyska spadła prawie do zera.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Mały ponurnik



Jak powiedział Woody Allen: Moją największą życiową porażką jest fakt, że nie mam pracy polegającej na czytaniu książek, najlepiej w jakimś klimatyzowanym pomieszczeniu.

sobota, 13 kwietnia 2013

Północna Korea jest fajna jak cholera


Zawsze się znajdzie jeden skurwiel co bandzie klonów pod maskami uśmieszków chce popsuć dobrą zabawę.
Oby taki się znalazł.

"Najpierw też myślałem, że to nienawiść. 
Znałem tylko ją, tworzyła mój świat, więziła, uczyła jeść, pić, oddychać. 
Myślałem, że umrę z tą nienawiścią w żyłach."
V for Vendetta

czwartek, 11 kwietnia 2013

Codzienna porcja łatwostrawnej niestrawności



Dostaje czasami od znajomych jakieś dziwne teksty, „linki” czy zdjęcia, bo wiedzą, że tak jak jedzenia, do życia niezbędna mi jest odrobina szaleństwa, codzienna porcja, że się tak wyrażę: Bareizmu.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Miss Holocaust



Z jakich niejasnych przyczyn zawsze miałem awersję do wszelkich miss-poloniów, miss-światów i innych miss-trzostw w kupczeniu ludzkim szczęściem.
Nie rozumiałem nagradzania czegoś co, przez jednych, może być nazywanym „darem od boga”, przez innych – natury.
Tego przez przypadek trafionego, geometrycznego połączenia stosunków: wielkości bioder do piersi, szerokości ust do nosa, rozstawu oczu do owalu twarzy.
Nie mogę powiedzieć, że mi to wręcz fizycznej przyjemności nie sprawia, kiedy widzę dwie krągłości na nogach do samego nieba, wytrenowanym kroczkiem balansujących nad powierzchnią ziemi w rytm jakiejś skocznej muzyki zachęcającej po skok po piwo – aby ten kabaret jakimś znośniejszym uczynić, przy wtórze męskiej rozgorączkowanej widowni, wspólnym wzwodem połączonej.

sobota, 6 kwietnia 2013

Dobra sztuka w sieci - dla bogatych i dla kmieci



O prestiżowych galeriach, uznanych artystach, cenach i DDS – Dobrych Dziełach Sztuki.

W numerze 02.04.2013 czasopisma Przekrój ukazał się artykuł: „Dobra sztuka w sieci”.
Jak sama nazwa wskazuje, sztuka jest dobra i nie chodzi tutaj o sztukę mięsa ani o połów artystycznego narybku za pomocą sieciowych urządzeń wielkoformatowych.
„Zaczęło się od Warsaw Gallery Weekend – Najlepsze Warszawskie Galerie zwarły szyki i zorganizowały wydarzenie, w czasie którego otworzyły swoje podwoje dla zwiedzających do późnych godzin wieczornych”. 
„Zebraliśmy prace uznanych artystów, reprezentowanych przez Najbardziej Prestiżowe Galerie Sztuki Współczesnej w Polsce.” 

wtorek, 2 kwietnia 2013

Na deprechę zawsze jest promocja


Nie wiem skąd depresja dowiedziała się o moim bezrobociu – siedzę cicho i nikomu nic nie mówię – ale usilnie starała się mnie namówić na współpracę.
Potrafię zablokować bezpłatny numer wszelakiej depresji do mojej głowy – ale dziś chyba była jakaś promocja.
Depresja ma wiecznie na mnie chcicę. Musze przyznać, ma niewybredny gust. Dziwka jedna. Wali się za całkowita darmochę.

niedziela, 24 marca 2013

Kanalizacja wstrętu – pokłosie „Pokłosia”


Myśleć głupio, to nie jest błąd, jeśli się tego człowiek nie trzyma do końca życia – Władysław Pasikowski, reżyser filmu „Pokłosie”.
Mam niewątpliwą radość kiedy oglądam filmy, czytam książki, wtedy, kiedy mi nawałnica ostatecznych przekonań, kanalizowana różnymi kanałami i banałami, do uszu się nachalnie nie wdziera i wmawia, siłą zmultiplikowanej, by nie rzec, Golemowskiej wręcz – mądrości.

piątek, 22 marca 2013

KUKIZ - muzyk grający na nadętych instrumentach?


Paweł Kukiz to dobry „gracz”, „dobry” muzyk.
Postanowił zagrać solo, z „Siłą i Honorem”.
To multiinstrumentalista. 
Grał w przeszłości na różnych instrumentach. 
Pepsi-kusji, aktor-eodonie, piersiach, Heil-Sztajnbach-onie, aborcji-nie i wielu innych. 
Muzyk ma prawo grać na każdym instrumencie, wierząc, że na każdym grać potrafi.
Na instrumentach nadętych politycznie grać bardzo trudno, choć artyści potrafią grać z równą pasją i na nich, wszak i tu publika i tam publika, scena i elektorat. 
Dźwięki jakie się dobywają z instrumentów nadętych, z siłą i honorem artykułowane, w asyście Dud Solidarnych przypominają mi słonia próbującego grać marsza na własnej trąbie.
Kukizofonia za bardzo mi się kojarzy z kakofonią.



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...