Po pędzle z bobrowego włosia jeżdziło się z Zielonej Góry do Wrocławia pociągiem 7.10.
Trzeba było zabierać ze sobą panią profesor, gdyż tylko pani z dyplomem mogła kupić pędzle na wrocławskich „jatkach”.
Jeśli chciałeś mieć pędzle musiałeś mieć dyplom, jeśli chciałeś mieć dyplom musiałeś mieć pędzle.
Takie były czasy.
W pewnym sensie są do dzisiaj.
Nożyczki i sterty gazet są do dzisiaj.
Auto-stratą do nieba
Budowa budowy
Spłukiwanie
Orzeźwiająca rzeź
Ukrzyżowane myśli
Wrzechświat
Sny o snach
Robotnik na budowie
Kobieta Michała








