Zaczepiam ludzi i nagrywam co mają do powiedzenia.
Jotpo – tak będę go tu nazywał (skrót – Ja od tego prawie ochujałem) opowiedział mi kiedyś jak jego ojciec się napił.
Ściągnął jakiś stary obraz ze ściany i powiedział: Teraz cię kurwo przemaluje.
Był w samych gaciach bo miał zwyczaj do malarstwa podchodzić maksymalnie rozdziany.
Opowiadał też, że jego ojciec był bardzo inteligentny, miał wiele zainteresowań, z którymi nie mógł się z nikim podzielić. Zapraszał jakichś idiotów, swoich kolegów, którzy nic nie rozumieli.
Opowiadał o księżycu i kraterach a w tym czasie jeden z nich spał z mordą w warzywnej sałatce.
Wywiad jaki z nim przeprowadziłem, przedstawiam tak jak został nagrany.
Historia tego człowieka, mojego przyjaciela, artysty malarza, to materiał na dobrą książkę.
Nie przepraszam za język jakim posługuje się bohater niniejszej opowieści.
Kocham ten język.
Jak powiedział Mark Twain – Rzeczywistość prześciga największą fantazję…
No to w drogę.
Wywiad jest ilustrowany z nigdzie niepublikowanego dziennika-szkicownika autora.
p.s. Poprzednie części wydają mi się w tym momencie za długie i w owym czasie kiedy zaczynałem pisać na blogu miały zero komentarzy. Po czasie - niestety - stwierdziłem, że nikt dłuższych tekstów po prostu nie czyta. Może w tym momencie - w tej skróconej wersji - kogoś, ta historia zainteresuje...
Jotpo: Teściowa też mnie do nerwicy dopuszczała.
A jak w samochodzie dostawałem choroby. Zaczyna się, i tak siedzisz. I tak czekasz, kurwa. Zaczyna ci chodzić – trz – trz – trz… Pocisz się. Nie możesz iść do pracy, do Buby, bo ośmieszysz ją w tej nowej pracy. To szedłeś na spacery, liczyłeś, raz, dwa, trzy, dziesięć, sto, sto pięć, milion, tysiąc, żeby tylko te myśli nie wracały.
Bareya: - Zaczepiałeś ludzi?
Wieczorna rozmowa w zaciszu domowym na trzecim piętrze o 3.00 nad ranem
Bareya: - Opowiedz o codziennym dniu. Z okresu jak mieszkałeś w samochodzie.
Jotpo: - Myje się, już mnie nerwy biorą, już nastrajam się sytuacją, która będzie istniała. Już się wkurwiałem, że muszę iść, tam, do tego samochodu, że będę tak kurwa siedział osiem godzin. Miałem pretensje, że Buba po pracy zostawała.
Bareya: - Buba prosiła żebyś został w domu? Jak jej odpowiadałeś.
Jotpo: - Ty ochujałaś, porąbało cię. Co ty wygadujesz kobieto. Jadę z tobą. Ale ludzie – mówi Buba. To chuj, to będę siedział pod pracą. Tam w przedsionku. Mnie to tam dyndało. Moja choroba była ważniejsza.
To był ciężki okres w naszym życiu.
Jak ona to też wytrzymała, to jest druga sprawa.
Wiesz, mówię do Buba.
Buba, czasami miałem żal do ciebie, bo mogłaś wykonać taką czynność, którą ja wykonuje z ojcem – ale ona nie wiedziała jak z tym walczyć.
Że mogłaś przerwać moje liczenie – coś…
Mogłaś to przerwać, tylko ty nie wiedziałaś jak to zrobić, a mogłaś powiedzieć czynność jakąś – chodź później zrobimy, albo coś takiego.
Albo siedziałem w domu, modliłem się, pacierz wieczorny – pół godziny, godzina, półtorej godziny, ona wchodziła do drzwi, a ja furii dostawałem, bo przerwała mi.
Kurwa musiałem wszystko od nowa zaczynać.
Przejebane, to był okres…później Mati się urodził.
Miss Polonia 2045 - Wybory w Zielonej Górze, Wygrała krakowianka Basia
Jotpo: - Kurwa, ochujałaś, co ty robisz, przecież ja muszę jeszcze raz kurwa mówić to wszystko.
Bareya: - Nie pytała, po co ty się modlisz?
Jotpo: - Właśnie o to chodzi, że ona nie łapała kurwa czy jak. Ale ma prawo, no przecież nie wiedziała.
Bareya: - Byłeś taki wierzący?
Jotpo: - A coś ty. Nawet nie mogłem krzywo myśleć, bo musiałem to później odpokutować. Ale jak na przykład dyskutowałem coś w rodzinie na temat pana boga. Boże mówię, jutro to będę musiał wszystko odszczekać w kościele. I było. Szedłem do kościoła i dalej…Mati chodził za mną, stał już, się denerwował. – Tata, chodź już, idziemy. – Zaraz, kurwa – mówię - jeszcze trochę. Ja tu miałem takie rzepy porobione czarne od tego klękania.
Bareya: - Byłeś u jakiegoś księdza?
Jotpo: - Byłem, kiedyś z Bubą pojechałem. W 90 roku pojechaliśmy na wczasy – Grobelna nam załatwiła – i ja poszedłem do księdza, mówię, że chciałbym się wyspowiadać, ale byłem w Ciborzu, w takim zakładzie psychiatrycznym. To kurwa nie udzielił mi dyspensy, nic.
Bareya: - Dlatego, źe byłeś w Ciborzu?
Jotpo: - Że się leczyłem psychiatrycznie czy coś. Nie chciał ze mną rozmawiać wogóle. No i chuj. Tak to było.
Pojechaliśmy na wczasy, cały czas z nią siedziałem, ona ze mną, nigdzie nie mogliśmy wychodzić
Bareya: - Na miejscu siedzieliście?
Jotpo: - No w Kudowie żeśmy siedzieli. Ani w góry nie mogliśmy iść ani nic, bo miałem te lęki, natręctwa. A najgorzej to czytanie, ja uwielbiałem czytać, czytałem książkę po ileś tam razy. Coś przeczytałem – na przykład – I poszli do lasu. Jade, jade, jest strona siedemdziesiąta, ale pamiętam, że tu trzeba wrócić bo tam się pomyliłem. I wracam.
Bareya: - Dlaczego?
Jotpo: - No, popierdoliłem słowa. I jeszcze raz. Albo nagle zaczynałem liczyć. Albo szedłem spać, 121, 122, 123 (Jotpo podchodzi do kontaktu i włącza i wyłącza wielokrotnie światło, licząc przy tym). Buba krzyczy: No kładź się już spać. – Już idę, 127, 128…
Jezuski na ścianach; już wychodziłem do drzwi, zamykam na zamek, schodziłem na dół – wracałem – podchodziłem do obrazka – Panie boże wybacz, już tego więcej kurwa nie zrobię. – Mamusiu moja kochana, aby cię chuj pogiął kurwa. No wiesz takie miałem, wulgaryzmy, wkurwiało mnie to wszystko.
- Jesteś idiotą do kwadratu, ty debilu, matole pierdolnięty, kochasz mamusie, kochasz – mmmm – cmok, cmok, cmok.
Takie były…
Albo jak wchodziłeś do Zbawiciela to taki krzyż wisiał i ja kurwa Jezuska, cmok, cmok, w te stópki napierdalałem, ale, nie wiedziałem, że jak jest okres wielkiej tej, yyy – Wielkanocy – to te chuje, na tydzień ściągają ten krzyż.
Kurwa, ja bez tego krzyża, wchodzę do kościoła, w pizde gdzie te nóżki są moje.
Cały kościół obleciałem, żeby go kurwa kutasa w te nogi chlasnąć.
W pizde – nie ma. Jakiego ja kaca miałem.
A jak go później powiesili to go obśliniłem całego.
Klęczałem, klęczałem, Mati mówi – chodź. – Zaraz.
Idź kurwo jebana w dupe bo mnie zaraz chuj szczeli, boże tyle ludzi stoi koło mnie. Wszyscy się patrzą na mnie.
I szeptem – wybacz ojcze święty już więcej nie będę…
Proszę wybacz mi kurwa jebana w pizde muszę iść już nie wytrzymam.
Żegnam, do widzenia panie boże, już do widzenia, już idę. I jeszcze w przejściu z trzy razy jak stara dewota.
c.d.n.
Z mordą w sałatce nieopodal księżyca (cz. 1)
Z mordą w sałatce nieopodal księżyca (cz. 2)
Z mordą w sałatce nieopodal księżyca (cz. 3)
Z mordą w sałatce nieopodal księżyca (cz. 4)



Hejkum kejkum ;)
OdpowiedzUsuń na zawsze