środa, 7 lipca 2010

Śmiercionośny palec


Zaczęło się od zwykłego bólu ręki. 
Palec wskazujący zaczął drgać jak zwiotczała struna kontrabasu, ścięgna naprężały się i kurczyły w bólu skaczącym po chwili po całej ręce jak ślepa żaba po trawie. 
Doktor przepisał maści, dał jakieś specjalne tabletki rozkurczowe i zblazowanym głosem zalecił mniej pracy. 
Przez całe życie pracowałem moją prawą ręką dla agencji reklamowych tworząc przez dwadzieścia lat reklamy za pomocą klikania i przesuwania pikseli na ekranie komputerowego monitora. Zarabiałem na życie tą właśnie ręką, jedynym moim narzędziem, które coś potrafiło zrobić a on mi każe mniej pracować. Dobre sobie – pomyślałem.


- Może da mi pan skierowanie na ogólne badania – zapytałem nieśmiało. Chyba że skończyły się przydziały…
- Drogi panie, w pana wieku (miałem czterdzieści lat, dopiero czterdzieści lat) powinien je pan robić regularnie co kilka co najmniej lat. Boże drogi - zaintonował jak ksiądz - a potem mamy tylko kłopoty z takimi jak pan.
Nie wiem skąd u mnie ta nagła potrzeba prześwietlenia swojego zdrowia się wzięła. Zaskoczyła mnie samego.
Sprężyny upału miarowo pulsowały na resorach chmur, a firanki w lekarskim gabinecie oddychały gorącym powietrzem podnosząc co chwila papiery na doktorskim biurku. A ja zamiast cieszyć się latem udałem się na badanie krwi.
Zdawałem sobie oczywiście sprawę, że gdyby moja wątroba miała ręce cały czas chodziłbym z obitą gębą, brzuch opadał mi z roku na rok coraz niżej na jaja, nie ćwiczyłem, paliłem, lasu unikałem z nonszalancją równą świętej Angeli z Foligno, która piła wodę po obmyciu  trędowatych. Ale to? Tego było już za wiele.
- Czy pan się na pewno dobrze czuje – zapytała poważna pani doktor, która nie kryła zdumienia jeszcze raz spoglądając przy mnie na wyniki badań jakby miało mnie to utwierdzić, że nie żartuje.
- Jak koń proszę pani, jak kurwa mustang.
- Proszę pana to naprawdę nie czas na żarty.
- A co do kurwy nędzy umieram, czy też tą zatroskaną miną liczy pani na lepszy napiwek?
Musze przyznać, bywałem wulgarny i niemiły.
Lubiłem wysławiać się wręcz literacko, chciałem być takim cholernym poetycko uwznioślonym wierszokletom bo sens słów, semantyka, była z niewiadomych powodów mi bardzo bliska, semantyczna poprawność doprowadzało moich przyjaciół do konwulsji graniczących z apopleksją. 
Lubiłem jednak wulgaryzmy, szczególnie dwa  przypadły mi do gustu – do chuja pana i do kurwy nędzy, doprowadzały zlepkiem skojarzeń moją logikę na skraj wytrzymałości. Jednym ciągiem potrafiłem je cytować przy byle okazji.
- A żeby pan wiedział – powiedziała pani doktor wypatrując w mojej twarzy zrozumienia powagi sytuacji i jakby za karę popełnionego przed chwilą grzechu rzuciła na mój karb niezbyt fachową diagnozę.
- Pan, proszę wybaczyć, nie powinien już żyć.
Spojrzałem w jej błękitne iskrzące się młodością oczy i zatopiłem wzrok w rozchyloną białą bluzkę, w jej jędrne pulsujące rytmicznie piersi. Zauważyła to. – Czy pan mnie słucha?
- Jestem, chciałem powiedzieć – semantykiem, ale się powstrzymałem - słucham i rozumiem co pani mówi ale nie rozumiem o czym pani mówi.
- Dariusz Szymański, proszę pani, wzięła pani doktor nie te papiery. Dariusz Szymański – powiedziałem do niej drukowanymi literami.
- Naprawdę przepraszam pana za tą bezpośredniość, ale wie pan, te wulgaryzmy mną wstrząsnęły. 
Ma pan jakąś rzadką przypadłość, to znaczy, niech pan wybaczy ale musze wstać. 
Wydawała się poruszona moją sytuacją. 
Czyżbym trafił na lekarza z powołania? 
Wstała i spacerowała prze chwilę w wąskim gabinecie mając w tle kolorowe plakaty badań prenatalnych, prezerwatyw i jakiegoś ośrodka dla alkoholików. 
Wszystko w kolorach szczęśliwych zachodów słońca, połaci morskich bezkresów i kołyszących się pól kukurydzy.
Obietnice szczęścia wydrukowane na błyszczącym papierze zawieszone na małych gwoździkach.
Nie była to jej wina a jednak wychodząc trzasnąłem drzwiami. 
Wyniki badać zostawiłem razem z zatroskanym wyrazem twarzy tej młodej pięknej kobiety, która zdążyła krzyknąć: ma pan szansę, zrobimy wszystko co w naszej… I drzwi się zamknęły, te na górze i te na dole.
Podniosłem głowę w skłębione niebo lata i powiedziałem jakbym na tych chmurach dostrzegł postać, która mogłaby mnie wysłuchać.
- Zawsze cię nienawidziłem Boże, ale teraz masz u mnie przejchlapane. I w duchu: do kurwy nędzy nie chce umierać, nie chce umierać…
Z ośrodka lekarskiego do domu przyszedłem pieszo. 
Nie przypominam sobie żebym pomyślał na tym dziesięciokilometrowym odcinku o czymkolwiek. 
Zastygnąłem w myślach o niczym, byłem światłem, które porusza się tajemniczo w próżni. Nie ma na ten fenomen odpowiedzi.
- I jak – zapytała moja najlepsza z żon, jak nazywałem moją jedyną jak dotąd żonę a ja odpowiedziałem.
- Jak mustang moja droga, jak pieprzony mustang się czuje. Zaraz lecę po hantle, bo chce do następnego lata wyglądać jak Brad Pit. Pamiętasz film Podziemny Krąg? To właśnie tak chce do chuja pana wyglądać.
- Pojedziemy razem – powiedziała radośnie.
Po raz drugi w tym dniu drzwi trzasnęły z niewiadomych przyczyn. Zbiegając po schodach myślałem tylko o jednym… Całe życie przebiegło mi przez umysł jak wyświetlony w przyspieszonym tempie film.
- Gdzie tak pan pędzi – rzuciła sąsiadka, którą, na co dzień, miałem ochotę poćwiartować. Uśmiechnąłem się w sobie mając przekonanie, że uduszę ją w kilka sekund, jednym ciosem złamię ten chudy pomarszczony kark.
Wyciągnęła nagle rękę. Wydawało mi się, że trzyma w niej kiełbasę, moją ulubioną - jałowcową.
Pamiętam ten zapach, i zapach niezamiecionych długo schodów, po których spadałem.
Kręgosłup nie wytrzymał.
W szpitalu powiedzieli, że jestem zdrowy.
Leżę otoczony bielą.
Leżę otoczony
Leżę otoczo
Leżę oto
Le
L
Llll...
eee…
Życie bywa zabawne. A lekarze są omylni.

14 komentarze:

  1. I pomyśleć, że gdyby nie przemożna chęć spróbowania jałowcowej ulubionej, omylność lekarzy nie ujrzałaby światła dziennego;)

    OdpowiedzUsuń
  2. nivejka:: No wiesz jak mnie zdiagnozowali to stwierdzili, ze mam polamany kregoslup i ani sladu raka a jak przeniesli do drugiego szpitala, ze mam raka i ani sladu kregoslupa.
    Jak wszystko i nieomylnosc bywa wzgledna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak już zacznie człowiek czytać, to się oderwać nie może, a tu 9-ta rano, w robocie zap...dol.

    OdpowiedzUsuń
  4. ...nie będę się wypowiadać na temat lekarzy i diagnoz,bo Twoje wulgaryzmy przy moich by się wydały pieszczotą dla ucha....!!!!!!!.....
    ...a tak serio....czy dzieje się coś złego ??....

    OdpowiedzUsuń
  5. "Zdawałem sobie oczywiście sprawę, że gdyby moja wątroba miała ręce cały czas chodziłbym z obitą gębą" - aż się uśmiechnęłam, gdyż w przyszłym tygodniu (po miesiącach czekania w kolejce) wybieram się wreszcie do hepatologa na przegląd mojej wątroby ;)

    Bareya, pożyj jeszcze!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bo z dochtorami to mozna pic wodke, byle im sie nie dac przebadac. No to som takie uczepliwe typy, ze zawsze w czlowieku cos znajda:)

    OdpowiedzUsuń
  7. nocny:: no to mi miło, że opowiadaniem przykułem cię do monitora. Robota zawsze może poczekać...

    MajaK:: No to ja czekam na te wulgaryzmy, prześlim jakąś próbkę na priva.
    p.s. nic złego się nie dzieje.
    zresztą i tak bym nie powiedział.
    Mam zamiar zdechnąć bez fajerwerków i pompy. Oczywiście pompy cieplne mam na myśli.

    Dzidżejka:: Trzymam kciuki za Twoją wątrobę ale zapewne nie dawałaś "w trąbę" jak ja więc się nie martw i nie zamorduj tylko jakiegoś hepatysty, czy jak tam się oni zwą.
    p.s. Postaram się jeszcze pożyć jak ci tak na tym zależy. Dla kobiet potrafię zrobić rzeczy absurdalne.

    Stardust:: No właśnie Dobrodziejko - co mi do łba strzeliło aby się do lekarza wybrać to nie wiem. Zwalam wszystko na słońce, które w tamtym czasie mocno nawalało w czaszkowie moje. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. A zaczęło się od palca. I co? Jeden skaczący palec to dramat? :)

    OdpowiedzUsuń
  9. magenta:: Efekt motyla się zrobił...

    OdpowiedzUsuń
  10. Żyjesz? Tak w ogóle to pewnie tak, bo jednak napisałeś! Ale bardziej mnie interesuje obecna jakość tego życia :)!?

    OdpowiedzUsuń
  11. iw:: Żuje, dziękuje. A jakość życia? Nie mnie oceniać. Od kiedy przestałem cokolwiek planować "kręci" się całkiem nieźle.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Maciek:: No właśnie, na chwilę odżyłem. Nie wiem na jak długo.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Rozbawiłeś mnie do łez... Mimo powagi sytuacji - czytając ten tekst nie umiałam powstrzymać łez śmiechu na uwięzi.

    p/s I pomyśleć, że mam lekarza pod ręką obok siebie dzień w dzień ;P

    OdpowiedzUsuń