Wściekły Pies – to prosty drink. Genialny. Nie potrzebuje zwyczajowo temperatury tak nieodzownej przy wielu alkoholach jak piwo, wino czy wódka „sote”. Nie potrzebuje lodu ani schładzania. Nalewamy 20 mililitrów wódki do małego kieliszka, dolewamy powolutku 10 mililitrów soku malinowego. Sok osiada na dnie kieliszka tworząc bursztynowe dno.
Wstrząsamy do tego kilka kropel tabasko, które wiszące nad sokiem przypomina kosmiczne galaktyki.
Wygląda i smakuje wybornie. Najpierw czujesz w ustach wódkę, alkohol rozchodzi się ostrym cięciem po gardle i łagodzi go natychmiast słodycz soku by w ostateczności zapalić i scalić smaki w jednolitą całość w naszym przełyku.
Taki sam był mój pies. Bezkompromisowy w prostocie, zawsze wesoły, uczciwy w niezmienności swoich uczuć. I zdając sobie sprawę ze skażenia właścicieli psów nieodmienną opinią na ich temat: Człowieku, mój pies był najlepszym psem na świecie – i co z tego, że chciał zjeść dziecko sąsiadki? Skoczył jej prosto do wózeczka. To był dopiero pies człowieku...
Powiem tak. Łagodność mojego psa a raczej psa mojej z najlepszych córek, jego poczucie humoru, współczucie, kiedy położył mi się natychmiast między nogami kiedy straciłem pracę a on leżał nie poruszając nawet brwiami i był ze mną dopóki nie wypiłem wszystkich piw, pozwala mi na uzasadniony żal po jego stracie. Siadałem na łóżku czytając książkę, i on siadał, robiłem obiad w kuchni, kładł się na ziemi i merdał ogonem, na balkonie przysiadał się kiedy paliłem i gapiłem się w niebo, łaził za mną jak cień kiedy nie chadzał za moją z najlepszych córek. Dokładnie tyle samo moczu gubił przy szczęśliwym powitaniu kiedy brakło jednego z nas tydzień lub dwa.
Kopał długie rowy na działce dzięki czemu nie mieliśmy na niej nigdy kretów, znajdował na sąsiednich działkach nasze żółwie zabierane razem z nami na grilla bo grillowe imprezy lubił nad wszystko. Latał za promieniem wydobywającego się z gumowej rury wody jak opętany próbując go chwycić swoimi zębami dowolną ilość czasu. Wygrzewał się z nami w słońcu nie bacząc na piękno chmur odganiając od nas wściekle, pszczoły i wielkie muchy. Specyficznym burkaniem dawał do zrozumienia, że rzuci się na każdego kto przekroczy granice naszej działki bo nie posiadał zwyczaju bezsensownego szczekania.
Kiedy źle zdiagnozowany przez jedną panią mającą się za lekarza zwierząt przestał używać tylnych nóg (tu powinno paść nazwisko i adres tej okazałej kliniki weterynaryjnej w Bydgoszczy na ulicy Bełzy) nie wiedziałem, że to jego bliski koniec.
Jednego na świecie nie cierpię z całą dostępną mi ludzką pasją. Głupoty. Nie rozumiem ludzi, którzy wsiadają rano na bani do aut i wjeżdżają w przystanki autobusowe, taranując bogu ducha winnych ludzi a nawet spadają na nich z wiaduktów jak to miało miejsce jakiś czas temu w Warszawie. Nienawidzę tego bólu rodzącego się z czystej głupoty, z bezmyślności.
Moja najlepsza z córek zajęła się psem z godną pozazdroszczenia intensywnością.
Rehabilitacja po tygodniu przyniosła efekty. Pies zakręcał na wirażach jak samochód na lodzie ale dziarsko powłóczył tylnymi nogami chodząc wreszcie na spacery o własnych siłach. Jednak po kilku tygodniach po prostu nie wstał z budy.
Jest pierwszy września, wtorek. Moja najlepsza z córek jedzie z matka tramwajem do szkoły, ja z teściem do weterynarza. Kroplówka, gastroskopia, pobieranie krwi. Jeśli pęcherz nie powiększy się będziemy do końca życia słowo niewydolność nerek uważać za boga zagłady.
Powiększył się o 10 procent a powinien o sto. Na chwile stanęło mi serce. Pies przez dwie godziny pojękiwał, jak mi wyjaśniono z przyczyn neurologicznych a nie z bólu. Nie jestem tego pewien.
Po przyjeździe do domu leżeliśmy z psem przytulając go jakbyśmy chcieli oddać mu naszą odżywczą energię czekając na wyniki krwi. O 16.30 zadzwonił weterynarz: Proszę pana, nieco to mnie dziwi ale badania krwi są może nie tak dobre jakbyśmy chcieli ale wcale nie tragiczne. Kreski naszych ust zaczęły podnosić się ku słońcu. Proszę przyjechać o 18 na kolejną kroplówkę.
Godzina 16.45.
Tato, TUTU nie oddycha. Potrząsałem psem patrząc mu w jego martwe oczy. Moja najlepsza z córek próbowała go bezskutecznie reanimować. Temperatura spadała. Trzęśliśmy jakby kłodą drewna mocząc ją łzami.
Zakopaliśmy go na działce wraz z budą. Nie potrafiłem go zakopać, zrobił to mój teść. Polaliśmy grób wódką, upiliśmy się i przytuleni z moją z najlepszych córek próbowaliśmy odrobinę znieczulic swój żal przy jakimś filmie. Próbowaliśmy choć na chwilę zakłócić nasze uczucia.
Śni nam się już od tygodni. Nie możemy się pogodzić, że głupota ludzka potrafi zdziałać tak wiele ale i tak dziękujemy pani weterynarz za jej dobre samopoczucie i życzymy wszystkiego najlepszego. Jak to powiedziała moja najlepsza z córek: daliśmy naszemu psu najlepsze życie jakie mógł mieć. Że za krótkie? Trudno, co robić. Życie bywa zabawne.
Tak wygląda wściekły pies
A tak wyglądał Tutu - pies, który nigdy nie był wściekły


Piękny pies. I więcej nie umiem ....
OdpowiedzUsuń na zawszea jednak muszę.... mimo, że samej zdarza mi się wykazywać głupotą latają prawie do nieba bram, to mam podobne do głupoty uczucie co Ty.
OdpowiedzUsuń na zawszeMojego psa pochowałam, sama umieszczając go w dole, wbrew ekologii, ze wszystkimi ukochanymi przez niego kocykami, zabawkami, pierdółkami. Był nie dużym kundelkiem w czarno białe łaty. Podobno ktoś go wyrzucił z samochodu, na naszym osiedlu. Zakochałam się w nim z dziką wzajemnością. Szybko dowiedzieliśmy się, że wyrzucenie z samochodu nie było jego jedynym nieszczęściem, gdyż ktoś go musiał truć. Misiek, który miał być Mućkiem, miał problemy z trawieniem do końca krótkiego życia. Nie wiem co weterynarz zrobił źle, nie wiem jak to się stało, ale po zastrzyku po którym miał się poczuć lepiej, poprostu odszedł. Poczuł się lepiej mam nadzieję. Straszny głupol z niego był. Mój kochany Głupol.
Teraz zaposiadam Rude. Miauczoncy Winking :)
W pracy mam Magnusa, nie mój on ale kocham Dziada. Magnus to Szara Afrykańska. Po tym jak Magnus prawie zszedł, po karmieniu go przez 6 lat niewłaściwą karmą, panie wterynarz zaleciła karmić go m.in. avokado. Zakochana w Magnusie, chciałam Dziadu nieba przychylić i polecieliśmy z NW po avokado. Ptaszor wyginał się jak mógł, byle dalej od tego zielonego paskudztwa. W internecie sprawdziła, Avokado dla Żako jest śmiertelnie trujące.
A wściekłe psy, pije się rewelacyjnie. Przez jakiś czas nie mogłam ich pić teraz już mogę :) Będąc w Polsce z wizytą, chcąc być "tomną" na drugi dzień piłam wściekłe równo, z tymi co pili normalnie wódkę. Dziwili się, że łeb mocny. Heh a to przeca o połowę mniej alkoholu, plus wit C w soku no i tabasco :) Na drugi dzień kac jest nieobecny.
Obiecałam sobie, że już nie będę miała żadnego zwierzaka :(
OdpowiedzUsuń na zawsze:-(
OdpowiedzUsuń na zawszeprzypomina mi Nazgula. też był rudy i też jest w psim raju. może razem polują na krety?
Bareya, czy mi się wydaje czy może wstawiasz po raz drugi swoje teksty na bloga?
OdpowiedzUsuń na zawszemiauka vel florist:: Dzięki...
OdpowiedzUsuń na zawszemagenta:: Jak się okazuje stają się członkami rodziny i chlipiemy za nimi jak za ludźmi...
Emma:: W niebo nie wierzę niestety. Ale jak wspomniałem pies miał u nas "dobre" życie...
ANONIMOWY:: Właśnie - i to pytanie bardzo ważne dla mnie... Jeśli ktoś w początkach blogowania publikował coś czego nikt nie czytał powinien umieszczać jeszcze raz ten sam tekst jeśli uważa, że jest na tyle "wartościowy".
W sumie o to bym chciał spytać wszystkich co czytają te moje wypociny. pozdrawiam
Rozumiem Twój żal, ale nie mogę tu nie napisać - każdy może popełnić błąd, weterynarz czy lekarz nie są jakimiś wyjątkami, wszyscy jesteśmy tylko ludźmi... Czasem przeraża mnie jak wiele oczekuje się od osób zajmujących się medycyną.
OdpowiedzUsuń na zawszePozdrawiam:)
Anastazja:: Ja może tego nie opisałem, ale diagnoza naszego psa odbyła się na oko. Nie było badania, termometrów, ani nic innego.
OdpowiedzUsuń na zawszeW całym tym nieszczęściu widzę swoją winę bo córka pojechała nie ze mną do weterynarza, bo ja na takie czary mary bym sobie nie pozwolił.
To jak u lekarza, mówisz, że boli cię brzuch a on leki przepisuje. Kurwa - wolne żarty. Tak nie robią odpowiedzialni za "innych" ludzie.
jako miłośniczka psów powiem tylko..e nic nie powiem,bo mi bardzo smutno.a wtedy nie gadam.
OdpowiedzUsuń na zawszena panią wet szkoda słów..
diagnoza na oko???eh...
Bareya, czytałem te teksty i dlatego mnie wkurwia,że lecisz w chuja i kopiujesz stare teksty.Pisz i publikuj bracie nowe teksty, a jeśli komuś nowemu, komuś kto nie czytał, spodobają się twoje teksty to przy pomocy jednego kliknięcia sięgnie do archiwum i nadrobi zaległości. Więc pisz i ch.uj.
OdpowiedzUsuń na zawsze