Idę przez dżunglę majestatycznych kur
Czerwonych jak obrażone niebo
W pudełkach – przeźroczyste pisuary
I katedry – z majonezowymi witrażami
Rozgadany ogień – i asymetryczne kobiety
Kołyszą dźwięki skrzypiec na marzeniach biurokraty
Clowni o żaroodpornych twarzach mielą wszystko z nieustającą pasją
Gonią się po pudełkach i wybuchają z tęsknoty
Za wrzosowiskiem pełnym betonowych ananasów
Dzieci ochoczo pożerają szklaną watę
I machają patykami wyciętymi ze starych baobabów
Nie wiem, że śnię, że za chwilę się obudzę
W pudełku z pancernikiem z czekolady




















































